Kagero Publishing

okrety ws02 aero05 sm06 mwsp03 amia04 Okrety01 mil

Back Jesteś tutaj: Start Wywiady Przed europejską konsolidacją nie ma ucieczki

Wywiady

Przed europejską konsolidacją nie ma ucieczki

Z Krzysztofem Liskiem, posłem do Parlamentu Europejskiego i wiceprzewodniczącym unijnej Podkomisji Bezpieczeństwa i Obrony (SEDE), o wpływie kryzysu gospodarczego na sektor obronny w państwach członkowskich Unii Europejskiej oraz możliwej konsolidacji rozmawia Robert Czulda.

 

Red.: Ostatnimi czasy SEDE przegłosowana znaczną większością głosów Pana raport dotyczący wpływu kryzysu na sektor obrony w państwach członkowskich. Jakie są ogólne konkluzje płynące z dokumentu?

Dokument ma na celu zasygnalizowanie problemów, z jakimi obecnie boryka się Unia Europejska w zakresie sektora obronnego. W raporcie zwracamy uwagę, iż w obliczu cięć budżetowych w tej dziedzinie konieczne jest lepsze wykorzystywanie dostępnych środków oraz zwiększenie współpracy. W szczególności raport promuje lepszą koordynację planowania obronnego, koncepcję „pooling and sharing”, a więc łączenia potencjałów i wzajemnego wykorzystywania. Zachęcamy również do wspierania badań naukowych i rozwoju technicznego w zakresie obronności, a także stworzenia europejskiego rynku sprzętu obronnego.

Red.: Co ma przynieść przegłosowanie raportu?

KL: Mamy nadzieję, że dokument pozwoli zapoczątkować podjęcie faktycznych działań we wszystkich wymienionych sprawach. Moim celem było skonkretyzowanie wszystkich najpilniejszych zadań, jakimi powinna zajęć się w trybie pilnym Unia Europejska. Raport został przekazany wysokiej przedstawiciel do spraw polityki zagranicznej i polityki bezpieczeństwa Lady Ashton, Radzie Unii Europejskiej, Komisji Europejskiej, parlamentom państw członkowskich, Zgromadzeniu Parlamentarnemu NATO oraz sekretarzowi generalnemu tej organizacji. Mogę z satysfakcją stwierdzić, że dokument spotkał się z dobrym przyjęciem. Wielu ekspertów i praktyków zajmujących się kwestiami bezpieczeństwa Unii Europejskiej z zadowoleniem przyjęło fakt, iż w końcu ktoś odważył się nazwać pewne rzeczy po imieniu. Nie ma bowiem innego wyjścia – jeśli Unia Europejska chce utrzymać swoją pozycję na międzynarodowej arenie to musimy podjąć jak najszybciej konkretne działania.

Red.: Nie wszyscy członkowie głosowali za. Jakie były obawy i wątpliwości sceptyków?

K.L.: Przeciw głosowali zieloni oraz konserwatyści. Pierwsi z powodów ideologicznych – są oni za radykalnym rozbrojeniem, przekazaniem środków finansowych z celów wojskowych na cywilne. Sprzeciwiają się rozwijaniu współpracy w dziedzinie bezpieczeństwa i obrony w ramach Unii Europejskiej, finansowaniu badań w tym zakresie, współpracy cywilno-wojskowej. Konserwatyści natomiast są przeciw ze względu na swoje podejście do idei wspólnej polityki bezpieczeństwa i obrony Unii Europejskiej. Są jej przeciwni stojąc na stanowisku, że państwa europejskie powinny skupić się raczej na współpracy w ramach NATO niż rozwijać „konkurencyjną” wobec Sojuszu politykę. Warto jednak podkreślić, że za była zdecydowana większość parlamentarzystów, a to nie zdarza się tak często. Tym bardziej, że państwa członkowskie są bardzo podzielone w kwestii budowania własnej polityki bezpieczeństwa i obrony. Raport nieposiadający mocy prawnej, a jedynie będący głosem Parlamentu Europejskiego, to jednak dobry prognostyk na przyszłość – widać, że jest wola zmian w tej materii.

Red.: Niektóre państwa – choćby Federacja Rosyjska, Chiny czy Indie – z roku na rok zwiększają wydatki na zbrojenia. Jak ocenia Pan ten fakt mając na uwadze spadek wydatków wśród państw członkowskich Unii Europejskiej?

K.L.: To, co dzieje się obecnie w Europie trudno określić inaczej niż jako bardzo niepokojący trend. Szczególnie jeśli weźmiemy pod uwagę, że państwa grupy BRIC (Brazylia, Rosja, Indie, Chiny) zwiększają swoje wydatki na obronność. Możemy się pocieszać, że żadne z wymienionych przez Pana państw nie ma w swej strategii podboju Europy. Trzeba też pamiętać, że wydatki państw Unii Europejskiej na obronność są i tak wyższe niż Rosji – niezależnie od zmiany trendów. Jeżeli dodamy Stany Zjednoczone to żadne państwo na świecie z NATO równać się nie może.

Niemniej, nie możemy rezygnować ze współpracy i wzmacniania swojego bezpieczeństwa i obrony. Amerykanie dali nam wyraźnie do zrozumienia, że nie będą dłużej pełnić roli strażnika ładu i bezpieczeństwa w Europie. Ich ogłoszona w styczniu 2012 roku strategia zakłada większe skoncentrowanie na regionie Azji i Pacyfiku
– oczywiście kosztem Starego Kontynentu. Musimy więc z większą energią zająć się budowaniem własnych zdolności wojskowych i przestać oglądać się na Stany Zjednoczone licząc, że w razie problemów przyjdą nam z pomocą zgodnie z artykułem 5. traktatu waszyngtońskiego.

Red.: Tylko czy do tego potrzeba nam Unii Europejskiej? Czy państwa członkowskie nie mogą robić tego z własnej inicjatywy i z pominięciem struktur unijnych?

K.L.: Nie mogą choć oczywiście istnieją przykłady takiej współpracy. Wystarczy wymienić porozumienie brytyjsko-francuskie, które ma niezwykle istotne znaczenie – choćby dlatego, iż oba kraje są nuklearnymi mocarstwami i wchodzą w skład Rady Bezpieczeństwa ONZ. Trudno jednak wyobrazić sobie, by Wielka Brytania i Francja zawierały dwustronne porozumienia z każdym państwem europejskim. Unia Europejska w swej naturze to ułatwia. Oczywiście nie brak też problemów, których jesteśmy świadomi.

Red.: Jakie to problemy?

K.L.: Chociażby ten, że 21 państw Unii Europejskiej wchodzi w skład NATO. Aż 21 lub tylko 21. Pozostałe bowiem nie chcą być członkiem Sojuszu Północnoatlantyckiego. Sprawia to, że nierealny jest brytyjski pomysł, by rozdzielić kompetencje tak, aby Unia Europejska zajęła się reagowaniem na kryzysy niemilitarne, a NATO wyzwaniami wojskowymi. Inną sprawą jest, iż na obecnym etapie Unia Europejska nie ma odpowiednich sił i środków i w ogromnym stopniu i tak musi – chcąc nie chcąc – bazować na strukturach natowskich. Przynajmniej na tym etapie, ale od współpracy nie uciekniemy. Chociażby w zakresie zakupów sprzętu na unijne misje zagraniczne. Tym mogłaby zająć się Europejska Agencja Obrony (EDA) pełniąc funkcję „lidera” przetargów.

Red.: A może spadek wydatków to nie tylko kwestia kryzysu, ale także nastrojów Europejczyków, którzy nie wierzą w żaden konflikt lub wojnę? Innymi słowy, nie uważają finansowania wojska za coś istotnego.

K.L.: Tak długi okres bez wojny na większości terytoriów państw Unii Europejskiej przyczynia się do umacniania przekonania, że nic złego nam nie grozi. To po części zrozumiałe myślenie, ale niezwykle niebezpieczne. Historia uczy nas, że wszystkie cywilizacje i narody, które nie zadbały w wystarczający sposób o własne bezpieczeństwo z czasem były podbijane i podporządkowywane przez tych, którzy działali aktywnie i przykładali odpowiednie znaczenie do instrumentów militarnych.

Red.: Państwa Unii Europejskiej na badania i rozwój w zakresie bezpieczeństwa wydają tylko 1 procent budżetów. Skąd taki stan rzeczy? Czy na takim poziomie Unia Europejska może pozostać na liście najbardziej innowacyjnych podmiotów w gospodarce światowej?

K.L.: Wysokość wydatków na badania naukowe i rozwój nowych technologii, jest w przypadku Unii Europejskiej dramatycznie mała. To duży błąd, bo historia pokazuje, że badania wojskowe bardzo często dodają skrzydeł rynkowi cywilnemu i ożywiają tym samym całą gospodarkę.

Jeżeli nie będziemy inwestować w technologie militarne więcej, to już za kilka lat w ogóle nie będziemy liczyć się na świecie, a cały sprzęt wojskowy przyjdzie nam sprowadzać spoza Unii Europejskiej. Za tym pójdzie również utrata autonomii. Dlatego też chcemy, by z budżetu unijnego można było finansować wojskowe badania i projekty rozwojowe.

Red.: Na ile realne jest szybkie zwiększenie wydatków?

Niestety w chwili obecnej, przy cięciu budżetów, nie sądzę, by było to możliwe. Nie zmienia to faktu, że taką ideę należy promować, choć osobiście wolę skupić się na propagowaniu pomysłu zwiększenia współpracy przy zagwarantowaniu uczciwych zasad dostępu i korzystania z rezultatów badań dla przedstawicieli małych i średnich państw członkowskich Unii Europejskiej.

Red.: Wiele państw Unii Europejskiej, choćby Niemcy i Francja, stosują preferencyjne traktowanie rodzimych przemysłów zbrojeniowych. Jak Pan, jako poseł Parlamentu Europejskiego, ale także i cała Unia Europejska, traktują taką politykę?

K.L.: Nie jestem zwolennikiem protekcjonizmu gospodarczego. Musimy – zarówno jako Polska jak i Unia Europejska – kupować najlepszy sprzęt wojskowy, niezależnie czy jest on produkowany w Europie czy nie.

Jestem realistą i zdaję sobie sprawę, że póki co na istniejący protekcjonizm nie możemy wpłynąć. Dlatego też staramy się zapewnić przedstawicielom przemysłu z mniejszych państw Unii Europejskiej odpowiednie traktowanie i dostęp do środków unijnych. W raporcie kilkukrotnie akcentowałem, że takie podmioty powinny być traktowane na równych prawach przy wspólnych projektach.

Red.: Jest Pan zwolennikiem utworzenia europejskiego rynku wyposażenia obronnego. Ale czy wówczas uda się uniknąć dylematu, iż „gdzie kucharek sześć…”? Innymi słowy, zbyt wielu decydentów może doprowadzić do stagnacji w projektach i załamania procesu podejmowania sprawnych decyzji. Trudności z programem A400M czy wielonarodowym projektem fregat NFR-90 zdają się potwierdzać takie obawy.

K.L.: Wiemy, że może to budzić obawy ze strony przedstawicieli mniejszych i średnich przedsiębiorstw, jednak w raporcie promuję zapewnienie im równego traktowania i uwzględnienia ich interesów podczas prowadzenia konsolidacji.

Red.: Swego czasu stwierdził Pan, iż „obszaru bezpieczeństwa i obrony po prostu nie wolno zaniedbywać w takim burzliwym okresie”. Co ma Pan na myśli? Czy przez „burzliwy okres” należy rozumieć coś więcej jak tylko zagrożenia natury ekonomicznej?

K.L.: Mówiąc te słowa miałem na myśli głównie zagrożenia natury ekonomicznej, ale nie tylko. Obecne żyjemy w czasach, w których jesteśmy świadkami gwałtownych zmian praktycznie na każdym polu. Globalizacja i rozwój technologiczny umożliwiają niezwykle szybkie rozprzestrzenianie się zagrożeń z jednego końca świata na drugi. Obok klasycznych wyzwań pojawiają się nowe – chociażby cyberzagrożenia, terroryzm na niespotykaną dotychczas skalę, rozprzestrzenianie się broni masowego rażenia, migracje, przemyt broni i ludzi. Nie możemy więc patrzeć na bezpieczeństwo jako stan niezmienny.

Red.: NATO promuje koncepcję „smart defence”, a więc mądrzejszego współdzielenia sił i środków. Unia Europejska nazywa to „Pooling and Sharing”. Czy właśnie w tym mechanizmie widzi Pan sposób na radzenie sobie z malejącymi budżetami?

K.L.: Jestem zwolennikiem „Pooling and Sharing” – jeżeli tylko dostaniemy zielone światło od państw członkowskich to może to w znaczącym stopniu Europie pomóc. To dobry sposób na oszczędzanie. Zidentyfikowanie zdolności, jakie państwa mogą razem budować i wykorzystywać, pozwoli na ograniczenie duplikacji w ramach Unii Europejskiej. Państwa członkowskie powinny jak najszybciej określić co mogą wnieść i czego potrzebują, a co chcą zachować we własnej gestii. To ułatwi szybsze zainicjowanie realnych prac nad „Pooling and Sharing”, co długofalowo może wpłynąć na pozycję Unii Europejskiej pomimo cięć wydatków na obronę.

Red.: Jakie elementy zaliczyłby Pan do „Pooling and Sharing”?

K.L.: W szczególności transport strategiczny i taktyczny, logistykę, utrzymanie, potencjał działania w przestrzeni kosmicznej, obronę przed atakami cybernetycznymi, wsparcie medyczne, kształcenie i szkolenie. Ponadto możemy współdziałać w zakresie śmigłowców transportowych, tankowania w powietrzu, nadzoru morskiego, platform bezzałogowych, ochrony przed zagrożeniami masowego rażenia, zwalczania improwizowanych ładunków wybuchowych, komunikacji i łączności, systemów dowodzenia i kontroli, wywiadu, rozpoznania.

Red.: Jak jednak pogodzić fakt, iż nie wszystkie państwa będą zainteresowane uczestniczeniem w każdym elemencie. Dla przykładu – budowa zdolności lotniczego transportu taktycznego może zainteresować Francję i Niemcy, ale wcale nie musi spodobać się Litwie, która może preferować inwestowanie w systemy ochrony powietrznej.

K.L.: Nic na siłę. Jesteśmy dopiero na początku rozwijania tej inicjatywy i praktyka pokaże jakie państwa członkowskie będą zainteresowane i w jakich elementach.

Red.: Stwierdził Pan, iż widać „potrzebę postępu w europejskiej konsolidacji”. Czy aby na pewno? Konsolidacja to połączenie mniej rywalizujących ze sobą graczy. Gdzie nie ma rywalizacji nie ma postępu, lecz jedynie monopole lub oligopole, które nie są zainteresowane tworzeniem nowych produktów.

K.L.: Odpowiadając na to pytanie warto odwołać się do porównania. W Stanach Zjednoczonych mamy dwie duże firmy produkujące samoloty bojowe. W Europie można wskazać pięciu producentów, z czego co najmniej trzech przeżywa poważne problemy finansowe. Jedna z firm ma w magazynach sto gotowych myśliwców, których nikt nie chce kupić. Liczba producentów nie ma więc przełożenia na jakość rynku. Czy więc potrzeba nam aż tyle firm w Europie biorąc pod uwagę sytuację? Zdecydowanie nie – europejskie firmy, walcząc ze sobą i będąc w rozdrobnieniu, nie wytrzymują konkurencji – choćby dlatego, iż mają za mały potencjał i zdolności eksportowe.

Jestem zdania, że dobrze przeprowadzona konsolidacja może łączyć się z synergią, a więc uzyskamy więcej niż zainwestowaliśmy. Przemysł skonsolidowany będzie wówczas lepiej działał niż w rozbiciu. Oczywiście powinniśmy ją przeprowadzić w taki sposób, by uniknąć powstania wszystkich wspomnianych przez Pana nieprawidłowości. Konieczne jest uwzględnienie małych i średnich firm i państw. Co istotne, państwa członkowskie powinny zdecydować w jakim zakresie chcą pozwolić na konsolidację, a w jakim stopniu i w jakich elementach chcą zachować produkcję dla siebie. Także i w tym aspekcie musi działać dobrowolność.

Red.: W raporcie stwierdzono, że „wzmocniona europejska zdolność obronna zwiększy strategiczną autonomię UE”. Co należy rozumieć przez „strategiczną autonomię UE”? Czy można to wiązać także z projektem wspólnej, unijnej armii, o której wciąż wielu marzy?

K.L.: Obecnie głównym gwarantem bezpieczeństwa Unii Europejskiej jest i długo jeszcze będzie NATO. Idea unijnej autonomii strategicznej to na chwilę obecną swego rodzaju plan długofalowy. Zdolność Brukseli do zapewnienia Unii Europejskiej bezpieczeństwa bez ciągłego oglądania się na NATO zostanie, miejmy nadzieję, uzyskana w niedalekiej przyszłości. W tym wysiłku mamy wsparcie Amerykanów, którzy wobec obecnego kryzysu finansowego i innych problemów są zmęczeni pełnieniem roli światowego policjanta.

n

Najnowsze wiadomości

zapraszamy do sklepu    •    sklep.kagero.pl

nowosci portal